Akumulatory | ogłoszenia samochodowe | samozamykacze drzwi

Linki

Już około 1950 zaczęto
Już około 1950 zaczęto eksperymentować z opryskiwaczami rozpylającymi ciecze bardziej stężone, ale rozbite w jeszcze drobniejsze kropelki. Dawano na 1 ha sadu 200 1 cieczy, a nawet tylko 50 1. Stopniowo jednak zatrzymano się przy cieczach o stężeniach dziesięciokrotnie wyższych niż normalne i przy objętości 200 1 na 1 ha sadu. Tego rodzaju maszyny przeważają obecnie w Ameryce i w zachodniej Europie, u nas zaś dopiero wypróbowuje się je w sadach doświadczalnych. Są one jeszcze bardziej wydajne w pracy, zużywają bowiem mało wody, nie ugniatają gleby i mają niniejsze, lżejsze zbiorniki. Idąc w kierunku zmniejszenia ciężaru i objętości stosowanych ńrodków, dochodzimy do kresu przy tzw. aerozolach. Są to jakby roztwory środków chemicznych, ale nie w wodzie, lecz w gazie. Około 1960 lansowano u nas pulsopyl - taką właśnie wytwornicę aerozoli. Narobiła ona dużo hałasu w woj. krakowskim, gdzie niektórzy specjaliści zalecali pulsopyl do rozpryskiwania m. in. fungicydów. Oczywiście nie zdało to absolutnie egzaminu. Aerozole nadają się do rozprzestrzeniania insektycydów, ale nie fungicydów. Ponieważ w każdym sadzie i tak byłby potrzebny opryskiwacz do środków grzybobójczych, nie ma sensu zaopatrywać się Jeszcze dodatkowo w wytwornicę aerozoli, przydatną do rozpylania insektycydów, i to nie wszystkich, ale tylko bardzo nielicznych.
 
| |